Czasami warto spojrzeć na rzeczy oczywiste z zupełnie innej perspektywy. Jednym z takich tematów jest płacenie obowiązkowych składek, podatków przez pracodawców.

Z punktu widzenia pracownika, zazwyczaj najgorszy jest szef, pracodawca, bo dużo wymaga i mało płaci. Jednak nie każdy pracownik zdaje sobie sprawę z tego, że pracodawca w związku z zatrudnieniem ma dużo większe koszty niż to co otrzymuje pracownik. 

Od 2019 roku płaca minimalna brutto wzrosła o 150 zł - z 2100 zł do 2250 zł.

A ile dostaniemy na rękę?
Jeśli otrzymujemy minimalne wynagrodzenie, to po odliczeniu składek na obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne i zaliczek na podatek dochodowy, na nasze konto wpłynie pensja netto, czyli według nowych stawek będzie to ok. 1634 zł.
Co bardzo istotne koszt 2250 to nie wszystko dla pracodawcy, który by legalnie zatrudnić pracownika musi za niego comiesięcznie zapłacić blisko 2700 złotych. 

Co by się stało gdyby pracodawca dawał pracownikowi comiesięcznie 2700 złotych a pracownik musiałby z tych pieniędzy oddać ponad 1000 złotych dla państwa w podatkach? 

Kto wtedy byłby zły?  Pracodawca czy państwo? 

Jeśli do podatków doliczymy obowiązkowy ZUS dla pracodawcy, który nim zarobi 1 złotówkę już musi pamiętać, żeby oddać państwu ponad 1300 złotych na ZUS można sobie zdać sprawę, że życie przedsiębiorcy w Polsce wcale nie jest łatwe. 

Dodatkowo, przedsiębiorca nie może pozwolić sobie na strajk, jak inne grupy zawodowe będące na utrzymaniu budżetu państwa (nauczyciele, służby mundurowe, lekarze czy pielęgniarki). Raz, że nie ma organizacji, która jest w stanie zebrać na raz wszystkich polskich przedsiębiorców z różnych branż. 2, że przedsiębiorcy nie mogą sobie po prostu na to pozwolić.