„Belferska grypa” dopadła, głównie szkoły podstawowe i przedszkola. Najpierw „wybuchła” oddolnie, ale szybko poparł ją Związek Nauczycielstwa Polskiego. Uczestnicy tej akcji protestacyjnej domagają się podniesienia zasadniczego wynagrodzenia o tysiąc złotych. Chcą o tym rozmawiać z premierem i minister edukacji podczas styczniowego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego.

Zarząd Główny ZNP, dyskutował o proteście nauczycieli i pracowników oświaty. -Związek rozpoczyna akcję protestacyjną. Popieramy działania nauczycieli, którzy w trosce o swoje i uczniów zdrowie idą na zwolnienia lekarskie. Jesteśmy przekonani, że tak dalej być nie może – powiedział podczas konferencji prasowej prezes Związku, Sławomir Broniarz. - Chcemy rozmawiać z minister edukacji i zapraszamy również pana premiera. Te rozmowy są zaplanowane na 8 stycznia. Od ich efektu będą zależały nasze dalsze działania - dodał.

Prezes ZNP powiedział, że członkowie związku będą brali zwolnienia lekarskie, jeżeli będą chorowali. - Boimy się zastraszania, dlatego nie poinformujemy o założeniach akcji protestacyjnej - oświadczył Broniarz. 


ZNP wśród dopuszczalnych form protestu widzi również strajk podczas egzaminów ósmoklasistów i matur.

W połowie listopada ZNP przeprowadził sondaż wśród nauczycieli i pracowników oświaty. Pytano, jakie widzą metody walki o podwyżki. W przekonaniu związkowców pensje w oświacie powinny wzrosnąć co najmniej o 1000 zł na etat. Związek krytycznie ocenia również obowiązujący od 1 września system oceny pracy nauczycieli. 


Według resortu edukacji, we wtorek na ponad 39 tys. publicznych szkół, przedszkoli i placówek oświatowych - 13 przedszkoli było nieczynnych z powodu nieobecności nauczycieli. W 17 szkołach odbywały się zajęcia opiekuńcze dla uczniów. W kilku szkołach dyrektor zapewnił na tyle skuteczne zastępstwo, że lekcje odbywały się tam normalnie. W jednej szkole uczniowie nie przyszli na zajęcia. Jak utrzymuje MEN jest to sytuacja niedopuszczalna, którą trzeba pilnie wyjaśnić.

Jak sytuacja wygląda w Krakowie?  

Według danych resortu edukacji we wtorek na L4 przebywało blisko 1,5 tysiąca pedagogów. Sytuacja jest dynamiczna, a liczba protestujących rośnie - oceniła rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego. Nauczyciele mówią o "belferskiej grypie".

Krakowscy nauczyciele na zwolnieniach L4

- Dostaliśmy informację, że w poniedziałek 17 grudnia w Krakowie zwolnienie lekarskie L4 wzięło ponad stu nauczycieli, we wtorek z kolei ponad trzydziestu. Obecnie na zwolnieniu jest około 141 osób. W samorządowych palcówkach w Krakowie jest zatrudnionych 13 tysięcy nauczycieli, więc ta ilość osób na zwolnieniu jest raczej niezauważalna. Czekamy na najnowsze dane, które pojawią się najprawdopodobniej po południu - mówi nam Dariusz Nowak z krakowskiego magistratu.

Część zwolnień lekarskich krakowskich nauczycieli ma związek z protestem. Od poniedziałku w części szkół i przedszkoli trwa oddolna akcja protestacyjna. We wtorek ZNP ogłosił, że formalnie rozpoczyna ogólnopolski protest. - Żądamy wzrostu wynagrodzeń na poziomie 1000 zł od stycznia 2019 roku. Jednocześnie zachęcamy nauczycieli do troski o swoje zdrowie. Prosimy rodziców o wyrozumiałość. Jest to także protest o lepszą szkołę. Zarobki nauczycieli zaczynają się od 1751 zł netto. Pensje nauczycieli muszą wzrosnąć! Teraz! - czytamy w komunikacie ZNP.

Z ankiety, którą przeprowadził ZNP do połowy listopada, wynika, że protestujący chcą się wzorować na policjantach (w ankiecie wzięło w niej udział 230 tys. osób).

- Najczęściej nauczyciele wskazywali na akcję podobną do protestu policjantów (93 tys.) oraz na strajk w formie strajku ogólnopolskiego, lokalnego, włoskiego (łącznie 102 137). Nauczyciele mogli też zaproponować inne rozwiązania protestacyjne, co też bardzo liczne - zrobili, można przeczytać w komunikacie ZNP.


Odwołane egzaminy ósmoklasisty

Strajk nauczycieli przysporzył wiele problemów nie tylko rodzicom, ale też dyrektorom szkół. W tym czasie miały się odbywać próbne egzaminy ósmoklasisty. Wiemy, że kilka szkół w Małopolsce musiało je odwołać z powodu braku wymaganej liczby personelu. Jednak Okręgowa Komisja Egzaminacyjna uspokaja, to tylko próby i nie są obowiązkowe.

- Dyrektor ma możliwość przeprowadzenia tego egzaminu w dowolnym, późniejszym terminie. To jest próba dla szkoły, żeby organizacyjnie się przygotować, w miarę możliwości przyprowadzi zgodnie z procedurami, a przede wszystkim też dla młodzieży, która ma się zmierzyć, usiąść z arkuszem, popracować, rozwiązać zadania - mówi Piotr Świędrych, dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.


Strajk nauczycieli niestety przysporzył więcej problemów, niż się mogło wydawać. Rodzice nie mają z kim zostawić dzieci.

Rodzice, którzy rano nie mogą odprowadzić pociech do szkoły, nie muszą wpadać w panikę. Jeżeli nie mają z kim zostawić dzieci, to mogą się nimi zająć sami i wystąpić do pracodawcy o wypłatę zasiłku opiekuńczego. "Zasiłek opiekuńczy przysługuje, bowiem rodzicom nie tylko wtedy, gdy ich dziecko zachoruje i wymaga opieki, ale także w przypadku nieprzewidzianego zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły, do których dziecko uczęszcza. W tych przypadkach należy swojemu pracodawcy złożyć wniosek o zasiłek opiekuńczy, do którego należy dołączyć oświadczenie o nieprzewidzianym zamknięciu żłobka, przedszkola lub szkoły" - czytamy w oświadczeniu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.