Zalicza Zbigniewa Preisnera do pięciu najlepszych współczesnych kompozytorów świata. Może go porównać jedynie z wielkim Ennio Morricone. Jednocześnie kocha polskiego twórcę i mówi, że... jest brutalny. O relacjach Lisy Gerrard ze Zbigniewem Preisnerem opowiada sama artystka. Oboje wystąpią podczas jubileuszowej gali Preisner's Music 5 października w Krakowie

Jest Pani wspaniałą osobowością świata sztuki, częścią tak wielu hollywoodzkich produkcji filmowych, jak m.in.: „Tears Of The Sun”, „Jane Got a Gun”, „Salem's Lot”, „Constantine”, „Whale Rider”, „Mission Impossible 2” czy „Gladiator”.  Wiem, że jest Pani nie tylko śpiewaczką, ale też kompozytorką i aktorką - grała Pani w filmie „El niño de la luna”. Kim czuje się Pani najbardziej?

Myślę, że najbardziej czuję się śpiewaczką. Komponuję muzykę, którą śpiewam. Prawda jest taka, że kompozycje, które tworzę, żebym mogła je zaśpiewać, stają się kompozycjami muzycznymi. Wszystko, co robię, zaczyna się od mojego głosu. Najbardziej czuję się więc śpiewaczką.

Wymieniłam znakomite produkcje filmowe, których była pani częścią. Która z nich przypadła pani najbardziej do gustu?

Sądzę, że był to „Whale Rider”. Musze przyznać, że dla mnie ten film jest po prostu niezwykły. Wiem, że może nie jest to produkcja, która odniosła największy sukces, jednak czuję się bardzo związana z tą historią. To mój rodzaj wrażliwości. Inną kwestią są ludzie, z którymi przyszło mi pracować, zwłaszcza ci lokalni - Maorysi bardzo zaangażowani w proces produkcji.

„Whale Rider” to wybór płynący z serca. Zastanawia mnie, która produkcja okazała się dla pani najbardziej pouczająca lub wymagająca pod względem technicznym?

Wydaje mi się, że praca z Michaelem Mannem nad filmem „The Insider” była dla mnie najbardziej edukacyjna.  Kiedy z nim pracujesz, masz wrażenie, że uczęszczasz na uniwersytet. Ma bardzo jasne drogi w osiąganiu swoich celów. Z kolei praca z Hansem Zimmerem nad „Gladiatorem” była najbardziej interesująca i pobudzająca kreatywność. Ta produkcja w znacznym stopniu pomogła mi się rozwinąć jako kompozytorce muzyki. Nauczyłam się bardzo wiele od Hansa, zwłaszcza podczas pracy w Media Ventures Master – jego studio w Santa Monica.
Według mnie, reżyser, który nie ma jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia, powinien współpracować z bardzo doświadczonym kompozytorem. Uważam, że tak jest lepiej. Z kolei jeśli reżyser ma potężne doświadczenie, wtedy może sobie pozwolić na współpracę ze średnio doświadczonym kompozytorem.

Przejdziemy może do tematu Zbigniewa Preisnera - pani przyjaciela i kompozytora, w którego koncertach bierze pani często udział. Jak się poznaliście?

To było chyba z 17 lat temu! Prawie o tym zapomniałam! Doszło do dość zabawnej sytuacji. Zbigniew wysłał mi nuty, z którymi strasznie oboje się trudziliśmy. Ostatecznie uznaliśmy, że nie ma możliwości, żeby to się udało. Nie było punktu zaczepienia i szansy na współpracę między nami. Nie mieliśmy możliwości, żeby się skontaktować, dogadać, połączyć za pomocą tego utworu... a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki on sobie to wyobrażał. Trudno sobie wyobrazić jak było mi przykro. Kompozycja którą napisał, a którą ja miałam po prostu zaśpiewać, była naprawdę przepiękna. I tak się to rozeszło. Nie dawało mi to jednak spokoju i po trzech latach, w trakcie mojego solowego koncertu w Warszawie, ogłosiłam ze sceny, że szukam jakiegokolwiek kontaktu ze Zbigniewem, bo całkowicie go straciłam. Miałam szczęście, że jego bliska przyjaciółka – Ania była na tym koncercie i udało jej się ponownie nas połączyć! Dobrze, że do tego doszło. Od tej pory stworzyliśmy razem tyle przepięknych rzeczy. Trochę szkoda, że nie wyszło nam od samego początku, ale czasami życie takie właśnie jest. W głębi serca wiedziałam, że uwielbiam tamtą kompozycję, którą mi przysłał i byłam bardzo zawiedziona, że nie rozumiał mojego wykonania. Nie mogłam więc tego tak po prostu zostawić. Czułam, że potrzebuję kolejnej szansy, by zrobić z nim coś innego.

Czy pamięta pani wasz pierwszy, wspólny koncert?


Pierwszy koncert, jaki razem zrobiliśmy w Polsce, był we Wrocławiu w żydowskiej synagodze „Pod Białym Bocianem”. To było absolutnie przepiękne miejsce. Wykonywaliśmy tam „Diaries Of Hope”. To był naprawdę pierwszy koncert i pierwsza nasza współpraca, koncert z orkiestrą, której Zbigniew był dyrygentem. Ten album był po prostu niezwykły, przepiękny, przejmujący. Nie było niczego za czym można się schować. Niczego, aby zatuszować błędy. Kompletnie nic. Zbigniew nigdy nie wypełnia luk, pustych miejsc. W jego utworach nie ma miejsca, w którym można się schować. Z jednej strony czułam się bardzo obnażona, ale też uprzywilejowana. Wtedy dopiero, zobaczyłam go z jaką powagą pracuje jako dyrygent i sposób w jaki się z komunikuje się z orkiestrą. Bardzo jest w tym prawdziwy, autentyczny. To nie był pokaz, stał tam po prostu facet z pasją, który znał swoją muzykę. Jedyną osobą, do której mogłabym go porównać jest Ennio Morricone. Kiedy pracowałam z Morricone, po prostu stawał na swoim miejscu, łączył wszystko, jak gdyby był architektem. To była praca, którą rozumiał, jako wielki kompozytor, architekt i artysta. To jedyna osoba, do której mogę porównać Zbigniewa. To co widzi, bierze. To nie teatr.

Zna pani twórczość Zbigniewa Preisnera dość dobrze. Czy ma pani jakiś swój ulubiony utwór?

Nie. Zdecydowanie nie. Myślę, że każda kompozycja, którą wykonujemy na scenie jest niepowtarzalna, nieporównywalna. Nie chcę żadnej wybierać. Wszystkie są dla mnie niezwykle ważne i wzruszające. I to nie tak, że po prostu tak mówię, tak naprawdę jest. W jego koncertach nie ma słabszych utworów. Wybieranie nie miałoby żadnego sensu i nie byłoby prawdziwe.
 

Znacie się ze Zbigniewem Preisnerem już od dłuższego czasu. Co może pani o nim powiedzieć?

Kocham go! I mówię to całkowicie poważnie. To nie jest amerykańskie „kochanie” kogoś. Naprawdę szczerze i z głębi serca go kocham. On jest po prostu prawdziwy, nie ma w nim miejsca na oszustwo, spiski, nie ma gdzie się schować. Nie prowadzi gier, pisze muzykę swojej duszy, co czyni go niezwykle poważnym. Pisze nadzwyczajnie szybko, a na dodatek rozumie melodię. Ufam mu. Cóż mogę powiedzieć: dla mnie ufać komuś, zwłaszcza jeśli sprowadza się to do mnie śpiewającej, zaufanie staje się niewiarygodnym komplementem. Tak naprawdę ufam tylko kilku osobom, jeśli chodzi o wykorzystanie mojego głosu. Wiem, że niestety jest tyle ludzi, którzy tak naprawdę nie są w stanie usłyszeć sztuki. Po prostu nie potrafią. Jest tyle osób, które pracują w sztuce, ale tak naprawdę są dopiero na początku swojej podróży. Nie chcę dawać takim osobom żadnej władzy nad moim głosem i pracą. Przynajmniej nie teraz. Ze Zbigniewem czuję, że mogę przekazać mu władzę nade mną, ponieważ całkowicie mu ufam.

Oboje jesteście znakomitymi muzykami. Nie myśleliście nigdy państwo, aby stworzyć coś razem?

Właśnie nad czymś wspólnie pracujemy. Odwróciliśmy nasze rolę i teraz to ja piszę muzykę, a on natomiast tworzy część dla wokalu. Myślę, że to będzie bardzo interesujący proces! Zbigniew podchodzi bardzo krytycznie do mojej pracy. Jest nawet brutalny. Tyle razy grałam mu różne moje kompozycje, a on odpowiadał tylko „nie, nie, nie, to też nie” i z czasem czułam się kompletnie pusta. Natomiast ten kawałek naprawdę przesłuchałam pod kątem kwestii, na które kazał zwrócić mi uwagę. Przesłuchał go i powiedział: „W końcu! W końcu mamy coś dobrego, tym razem uda nam się coś z tego stworzyć”.

Powiedziała pani, że Zbigniew Preisner potrafi być brutalny. Czy jest tak samo brutalny i ponury jak jego muzyka w codziennym obejściu?


Nie, on po prostu nie znosi nonsensów. Jednak w tym wszystkim nie jest okrutny, nie upokarza. Jest bardzo uprzejmy, ale też prawdomówny. Przyjmujesz to, albo nie. Decyzja należy do ciebie. Nie robi tego, bo akurat ma zły humor, robi to bo go obchodzi, dba o sztukę i chce wspierać twój rozwój artystyczny, pomóc się rozwinąć. Zbigniew jest niezwykle doświadczony. Jest prawdopodobnie najbardziej doświadczonym kompozytorem we współczesnym świecie. Jest znakomity w tym, co robi. Proszę mi wierzyć: pracuję z najlepszymi kompozytorami na świecie, prawdopodobnie z pięcioma najlepszymi twórcami i oni mają jak najlepsze zdanie o Preisnerze, przyznając mu najwyższą ocenę. Naprawdę szanują go, jako kompozytora, a to mówi naprawdę wiele.
Rozmawiała Agata Drygała

*


Lisa Gerrard u boku swojego przyjaciela Zbigniewa Preisnera wystąpi w koncercie jubileuszowym organizowanym z okazji 40-lecia pracy artystycznej kompozytora. Wieczór 5 października 2019 roku na TAURON Arenie w Krakowie będzie zdecydowanie jedną z najciekawszych propozycji artystycznych tego roku, a także najbardziej prestiżowym i oczekiwanym wydarzeniem w Polsce. W wybranych utworach wystąpią także Teresa Salgueiro i Edyta Krzemień. Oprawą muzyczną zajmie się Sinfonia Varsovia w towarzystwie chóru Cracow Singers, natomiast o stronę wizualną zadba Wrocławski Teatr Pantomimy. W trakcie koncertu Preisner's Music wystąpi również światowej sławy top modelka Anja Rubik i legenda polskiego kina – Jerzy Trela. Całość opatrzona zostanie w wizualizacje dotyczące filmów, do których Preisner skomponował muzykę. Bilety można nabywać poprzez stronę: www.prestigemjm.com