„Miłość większa od milionów, Kuba wreszcie witaj w domu” - tymi słowy kibice przywitali nowego kapitana Białej Gwiazdy, który powrócił, w pięknym stylu - dodajmy, że na R22. Kontynuując tolkienowską nomenklaturę rozpoczętą w tytule, można pokusić się o stwierdzenie, że Błaszczykowski ze swoją drużyną, nie pierścienia a krakowskiej Wisły, zdobył dziś nie dwie wieże, a trzy punkty. Biała Gwiazda pokonała „Wojskowych” 1:0 po trafieniu kapitana.

Na starcie ze Śląskiem trener Stolarczyk desygnował jedenastkę taką samą, jak w meczu z Górnikiem. Te same personalia - zupełnie inna gra. Drużyna Białej Gwiazdy niemal od początku przejęła kontrolę nad przebiegiem gry, wracając do tak chwalonego w poprzedniej rundzie krakowskiego futbolu. Premierową groźną akcję stworzył duet Drzazga-Błaszczykowski. Pierwszy z wymienionych wypuścił wiślackiego kapitana tuż przed polem karnym Śląska. „Kuba” szukał płaskiego dośrodkowania w szesnastkę, ale został skutecznie zblokowany przez blok defensywny wrocławian. Przyjezdni nie przyjechali się jednak tylko bronić i także oni ruszyli pod bramkę przeciwnika. Efektem ofensywnych poczynań gości był strzał Musondy, który nie zaniepokoił Lisa - przeleciał bowiem w znacznej odległości od spojenia słupka z poprzeczką.

Znacznie bliżej szczęścia był kilka minut później Mączyński. Były zawodnik Białej Gwiazdy podszedł do rzutu wolnego tuż przed polem karnym Białej Gwiazdy i zmusił Lisa do efektownej robinsonady, po której wiślacki golkiper przez kilkadziesiąt sekund nie mógł podnieś się z murawy. Na szczęście był w stanie kontynuować grę. 

Początkowe niepowodzenia

W drugim kwadransie tempo gry nieco zwolniło, a wrażenie to potęgował fakt, iż żadna z drużyn nie zbliżyła się nawet do otwarcia wyniku. Tętno tłumnie zgromadzonej przy R22 publiczności podniosło się znacznie w 29. minucie. Drzazga po raz kolejny dobrze rozprowadził futbolówkę, która wylądowała pod nogami Peszki. Wypożyczony z Lechii skrzydłowy miał na prawej flance wolny korytarz, którym pomknął, ogrywając po drodze Cholewiaka. Jego dośrodkowanie minęło jednak wszystkich partnerów znajdujących się w szesnastce Śląska. Po chwili sprawy wziął w swoje ręce Drzazga i sam wpadł rozpędzony w pole karne, po czym sprawdził czujność Słowika. Ta była nienaganna, lecz mało brakło, aby do piłki odbitej przez wrocławskiego bramkarza dopadł Kolar zdecydowały jednak centymetry.

Najmilsze  „dzień dobry” w życiu

Na kilka minut przed końcem na płytę boiska powalony został Drzazga, lecz zdaniem sędziego Gila nie doszło tam do przewinienia. Wywodzący się z Lublina arbiter zmienił jednak zdanie po konsultacji z wozem VAR i wskazał na wapno. Ciężar wykonania jedenastki wziął na swoje barki sam kapitan. Nic nie pomógł Słowikowi taniec w stylu Dudka na linii bramkowej, Błaszyczkowski pewnie trafił do siatki, przepięknie witając się z krakowskimi fanami. Gol kapitana pozwolił drużynie Macieja Stolarczyka zejść do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. 

Na początku drugiej odsłony doszło do roszady w ustawieniu gospodarzy - na boisku pojawił się Wojtkowski, który zastąpił Kolara. Pierwszy akcent po zmianie stron warty zaznaczenia, to groźne uderzenie Picha, który znalazł sobie sporo wolnego miejsca na osiemnastym metrze i pocerował w okienko bramki strzeżonej przez Lisa. Tam przynajmniej chciał celować, bo futbolówka przeleciała w bezpiecznej odległości od słupka. Bezpiecznie grał także sam zespół Białej Gwiazdy, który kontrolował przebieg meczu, utrzymywał się przy piłce i spokojnie wymieniał podania. Z czasem także wrocławianie doszli do głosu, a to Wiślacy odgryzali się kontratakami. Brakowało w nich jednak ostatniego detalu, to Peszko zbyt głęboko dośrodkowywał piłkę, to Wojtkowski zagrywał piłkę za plecy kolegi z drużyny. Przed kolejną szansą stanął też Błaszczykowski, uderzał z ostrego kąta w polu karnym, ale Słowik czujnie pilnował bliższego słupka swojej bramki. Na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego Gila „Kuba” zszedł z murawy, gorąco żegnany przez fanów, a jego miejsce zajął inny wracający na R22 piłkarz - Łukasz Burliga.

Błaszczykowski mógł spokojnie obserwować z perspektywy ławki rezerwowych ostatnią fazę meczu. Wprawdzie Śląsk wciąż miał nadzieję na remis, do którego wciąż uparcie dążył, ale niewiele z tego wynikało. Tuż przed 90. minutą spotkanie mógł zamknąć Plewka, który wbiegł z piłką w pole karne i uderzył w światło bramki Słowika, ale zrobił to zbyt lekko, przez co wrocławski golkiper nie miał problemów z interwencją. Mecz zamknęła seria rzutów rożnych przyjezdnych i ogromne zamieszanie w wiślackiej szesnastce, które pobudziło wrocławian do rozpaczliwych ataków, ale podopieczni trenera Stolarczyka wyszli z nich bez szwanku. Kuba wrócił do domu, w którym pozostały trzy punkty. Wisła pokonuje Śląsk 1:0.

Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 0:0 (0:0)
1:0  Błaszczykowski 40’

Wisła Kraków: Lis - Palčič, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Basha, Plewka - Błaszczykowski (80’ Burliga), Drzazga, Peszko (72’ Klemenz) - Kolar (46’ Wojtkowski)

Śląsk Wrocław: Słowik - Broź, Celban, Golla, Cholewiak - Łabojko (Chrapek 62’), Radecki, Mączyński - Musonda, Piech (59’ Robak), Pich (80’ Farshad)

Żółte kartki: Basha, Peszko, Burliga – Mączyński, Farshad

Sędziował: Paweł Gil z Lublina

Widzów: 21 289