Nieznany mężczyzna zaczepił dziewczynkę wracającą ze szkoły. Próbował ją nakłonić, aby poszła z nim do domu. Dziecku udało się uciec. Mężczyzna zaczepił też inną dziewczynkę, bawiącą się na placu zabaw. O zdarzeniu została ostrzeżona dyrekcja szkoły, do której chodzą dzieci. Sprawą zajęła się także policja.

Do zdarzenia doszło wczoraj po południu w Krakowie w okolicy Szkoły Podstawowej numer 34 w sąsiedztwie Młynówki Królewskiej. - Moja córka wracała ze szkoły do domu. Szła razem z kolegą. Do domu miała kilkadziesiąt metrów, ponieważ mieszkamy w sąsiedztwie. Kiedy rozdzieliła się z kolegą, podszedł do niej nieznany mężczyzna i próbował wmówić, że rodziców nie ma w domu i prosili, żeby poszła z nim i poczekała na rodziców u niego w domu - mówi w rozmowie z Onetem pani Magdalena, matka dziewczynki. - Całe szczęście, że podobny schemat ćwiczyliśmy w przedszkolu. Mówiliśmy córce, że jak przyjdzie ktoś obcy i będzie twierdził, że rodzice go przysłali to ma mu nie wierzyć - wyjaśnia i dodaje, że córka po tym, jak mężczyzna zaczął ją nagabywać, uciekła do domu.

Pani Magdalena, po tym, jak o całej sytuacji opowiedziała jej córka, wyszła z nią z domu i zaczęła szukać mężczyzny, o którym mówiło dziecko. Według relacji dziewczynki ma ok. 180 centymetrów wzrostu, ma 50-60 lat. Mężczyzna miał również siwą i krótką brodę. Z opisu dziecka wynika, że był niechlujnie ubrany.


Matka dziecka o zdarzeniu postanowiła natychmiast poinformować dyrekcję szkoły, do której chodzi córka. - Niebawem lekcje miały skończyć kolejne dzieci, dlatego chciałem ostrzec dyrekcję - mówi. Na miejsce wezwana została policja. - Mogę potwierdzić, że przyjęliśmy zgłoszenie. Obecnie trwają czynności wyjaśniające. Sprawdzamy monitoring, szukamy świadków, rozpytujemy mieszkańców - informuje . insp. Sebastian Gleń, rzecznik prasowy małopolskiej policji.

Dodatkowo okazało się, że w tym samym dniu nieznany sprawca zaczepił inną dziewczynkę - także uczennicę SP 34. Dziecko bawiło się na placu zabaw w pobliżu szkoły. Mężczyzna próbował ją namówić, aby poszła z nim do domu. Bezskutecznie. - Nie bagatelizujemy sprawy - informuje rzecznik małopolskiej policji.

Z informacji zebranych przez policję wynika, że w obu opisywanych przypadkach chodzi o tego samego mężczyznę.