Rząd chce wprowadzić zmiany dotyczące mandatów. Ich wzrost do 1500 zł, a nawet utrata samochodu za złamanie prawa – premier Morawiecki proponuje nowe rozwiązania. Jest ich jeszcze więcej.

Mandaty adekwatne do pensji – propozycje premiera Morawieckiego

Szef rządu jest przychylny nowym inicjatywom, takim jak powiązanie wysokości kar z dochodami sprawcy. Mateusz Morawiecki już wcześniej ustalił zmiany w prawie drogowym w swoim expose. Teraz sprecyzował, o jakie dokładnie chodzi. 

Według premiera bogaci kierowcy powinni płacić wyższe mandaty, a biedniejsi - niższe. Efekt – kara za złamanie przepisów drogowych będzie tak samo dotkliwa dla każdego obywatela – niezależnie od jego dochodów. 

Zmiany będą też dotyczyć podwyżek mandatów. Mogą wzrosnąć nawet trzykrotnie, do kwoty 1500 złotych. Na ten czas mandat w Polsce wynosi maksymalnie 500 zł. Jeśli jednak kierowca popełni kilka wykroczeń naraz, może otrzymać 1000 zł kary.

"W ten sposób zbliżymy się do unijnych standardów. W Niemczech np. przekroczenie prędkości o więcej niż 70 km/h poza terenem zabudowanym, gdzie istnieją ograniczenia, kosztuje dzisiaj 600 euro i trzy miesiące bez prawa jazdy" - donosi "Rzeczpospolita".

W Szwajcarii 50 km na liczniku ponad limit to mandat blisko 2200 euro - to 9,5 tys. zł. Na Słowacji zaś kara wynosi aż 800 euro - blisko 3,5 tys. zł.

Ponadto premier proponuje, by za najwyższe przekroczenia… odbierać auto. Ma być to kara za najpoważniejsze zdarzenia na drodze - np. jazdę pod wpływem alkoholu. To nie koniec. Rząd dąży także do tego, by kierowcom odbierano punkty karne dopiero wtedy, kiedy zapłacą mandaty.