Rafał Majka, brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro w szosowym wyścigu kolarskim ze startu wspólnego wrócił w poniedziałek, 8 sierpnia do Polski. Po południu witano zawodnika w Warszawie, wieczorem na lotnisku w Balicach odbierał gratulacje i kwiaty od najbliższych oraz przedstawicieli Miasta Krakowa – w imieniu Prezydenta Jacka Majchrowskiego, Gminy Raciechowice, WLKS Krakus Swoszowice i kibiców.

Rafał Majka miał pojawić się w MPL im. Jana Pawła II o 20.35. Ostatecznie, dotarł do Krakowa półtorej godziny później. Za długie oczekiwanie brązowy medalista olimpijski zrewanżował się dziennikarzom obszerną wypowiedzią, chętnie rozdawał też autografy i pozował do zdjęć.

Prym w uroczystym powitaniu wiodła żona kolarza – Magdalena. Nie krył wzruszenia pierwszy trener i odkrywca talentu Rafała – Zbigniew Klęk.  W rodzinnych Zegartowicach, mimo późnej pory, cierpliwie czekali na kolarza sąsiedzi.

Chcę trochę odpocząć, ale i tak będzie to odpoczynek na rowerze, bardziej psychiczny niż fizyczny. Przede mną bowiem jeszcze dalsza część sezonu – mówił w poniedziałek wieczorem Rafał Majka.

- Ile kosztuje taki sukces, niekoniecznie jednak w wymiarze finansowym?

- O to proszę pytać moją żonę, ona wie najlepiej. To dużo wyrzeczeń, ale jeśli się solidnie na to pracuje, to wyniki same przychodzą. Jestem bardzo zadowolony z olimpijskiego medalu. Doceniam też pomoc kolegów z reprezentacji, na pewno się im za to zrewanżuję. Tworzyliśmy zgraną paczkę i wszystko zadziałało tak, jak miało być.

- Myśl o złocie, które było tak blisko, będzie czasami wracać?

- Na pewno, bo na dwa kilometry przed metą przemknęła myśl, że może być złoty medal, ale równie dobrze mogłem leżeć w kraksie z Nibalim  i Henao. Nie wiem, jak przy tak dużej prędkości udało mi się uniknąć upadku. Jestem więc bardzo  szczęśliwy, że mam brąz. 

- Złoto będzie za cztery lata w Tokio…

- Wtedy będą po trzydziestce, choć zakładam, że przede mną jeszcze dwie Olimpiady. Spokojnie, małymi krokami do kolejnego celu. Kiedyś marzyłem o medalu olimpijskim i marzenia się spełniły. Zapowiadałem, że do Brazylii nie jadę na wycieczkę.

- To największy  sukces w karierze?

- Tak, medal olimpijski stawiam na pierwszym miejscu. Nie ma innej opcji, ale przede mną jeszcze parę lat ścigania, 12 września skończę dopiero 27 lat. Razem z kolegami postaramy się by kibice mieli powody do radości z naszych kolarskich dokonań. 

- Kiedy będzie czas na świętowanie medalu z Rio.

- Najwcześniej za dwa miesiące. Na razie, ciężkie treningi i kolejne wyścigi.

- Jaka grupa w nowym sezonie?

Nie mogę jeszcze o tym mówić, to się okaże pod koniec tego tygodnia,  albo na początku następnego. Powinno być dobrze, chcę iść tam, gdzie będą we mnie wierzyć.