Wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w przyszłym roku kwota wolna podatku wyniesie 8 tys. zł. Choć nie wszyscy podatnicy skorzystają na tej podwyżce, to pół miliona osób w ogóle nie będzie musiało zapłacić podatku. Jednak literalne spełnienie obietnic PiS byłoby zbyt drogie.

Podniesienie kwoty wolnej z obecnych 6,6 tys zł nastąpi przyszłym roku. MF kończy prace nad projektem ustawy, z której wynika, że każdy, czyj roczny dochód wyniesie do 8 tys. zł, czyli zarobi miesięcznie niespełna 700 zł, nie zapłaci podatku. W 2015 r., bo z tego okresu pochodzą ostatnie dostępne dane, ten bonus dotyczył ok. 3,2 mln osób.
Resort myśli też o podwyższeniu progu dochodów, od którego kwota wolna będzie stopniowo malała do swojego dotychczasowego poziomu (3091 zł). Dziś jest to 11 tys. zł rocznie. Po zmianie ma być 13 lub 16 tys. zł (o tej drugiej wspominał w zeszłym tygodniu wicepremier Morawiecki, ale ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła).
W wariancie, w którym próg wynosiłby 16 tys. zł, kwotę większą od starego poziomu odliczałoby 5,5 mln podatników. Beneficjentów nowego systemu byłoby więc niespełna 9 mln, na 25 mln osób, które rozliczają się według skali podatkowej.
Zwiększenie kwoty wolnej od podatku tylko pozornie wypełnia obietnice składane przez PiS podczas kampanii wyborczej. Przede wszystkim dlatego, że nie wszyscy podatnicy na tym skorzystają. Jednak spełnienie wyborczych deklaracji byłoby zbyt kosztowne dla budżetu. W wariancie, w którym kwota wolna od podatku wzrośnie z 6,6 tys zł do 8 tys zł, a próg dochodów, powyżej którego zaczyna maleć, do 3091 zł, wynosiłby 13 tys. zł zamiast 11 tys. zł obecnie, kosztowałby budżet ok. 650 mln zł rocznie. Przy podniesieniu progu do 16 tys. zł koszt rósłby do 1,4 mld zł. A na straty w dochodach rząd nie może sobie pozwolić w roku wyborczym. Przecież skutki podniesienia kwoty wolnej od podatku będą odczuwalne w 2019 r. Tym bardziej że już od 2018 r. budżet będzie musiał ponosić pełny koszt obniżenia wieku emerytalnego, co w przyszłym roku wyniesie on 9–10 mld zł.
Ale z kwotą wolną od podatku trzeba było coś zrobić, bo niezależnie od obietnic, rząd został zobowiązany do tego w 2015 r. przez Trybunał Konstytucyjny. Dlatego pierwszą zmianę przeprowadzono już w 2016 r. Poza tym nasza kwota wolna i tak należy do najniższych w Europie. Do czasu pierwszej nowelizacji z ubiegłego roku zamykaliśmy stawkę na poziomie 750 euro.
Jednak w nowym wariancie zastosowanie tej kwoty jest bardzo skomplikowane. Na jej potrzeby zostały ustalone dodatkowe progi dochodowe, różne od tych ze znanej nam skali podatkowej. Jak to będzie wyglądało w praktyce, dowiemy się dopiero w przyszłym roku, kiedy podatnicy po raz pierwszy zastosują nowy model, wypełniając rozliczenia za 2017 r.
Resort finansów jest niezadowolony z tych zmian w PIT do tego stopnia, że w obowiązującym wieloletnim planie finansowym nie ma na ten temat najmniejszej wzmianki. Nie ma nawet takich zapowiedzi.
Zatem, wbrew obietnicom wyborczym, nie tylko nie wróci temat powszechnej podwyżki kwoty wolnej do 8 tys. zł, ale wręcz nie będzie jakichkolwiek, nawet kosmetycznych zmian w PIT. Ani waloryzacji kwoty wolnej i progów podatkowych dla reszty podatników. Pozostaną na poziomie z 2009 r., kiedy wprowadzono je w obecnej wysokości.
MF na razie zajmuje się uszczelnianiem PIT i CIT i pracuje nad nowym modelem podatków dochodowych. Teraz w PIT łączone jest opodatkowanie dochodów z pracy i działalności gospodarczej. W nowym modelu podatek od dochodów z pracy byłby oddzielony od opodatkowania działalności gospodarczej. Na razie prace nad tym rozwiązaniem znajdują się w fazie analitycznej. To pokazuje, że model podatkowy może już w tej kadencji nie ulec zmianie.